* * *
Koło Londynu, Snape Manor...
Do dworku przeniosły się dwie kobiety. Siedemnastoletnia dziewczyna z mamą. Nastolatka miała długie blond włosy, jasną karnację i głębokie czarne oczy. Była prawie idealną kopią swojej mamy - Rosaline Snape, jednak oczy miała po tacie - Severusie Snape. Przez szesnaście lat mieszkała z mamą w Norwegii, gdzie uczęszczała do Drumstrangu. Jednak na siódmy rok przeniosła się do Hogwartu. Obecnie leżała na łóżku w dużym pokoju, w którym dominowały odcienie pomarańczu i szarości. Meble były ręcznie rzeźbione, co dodawało uroku pomieszczeniu. Obok łóżka stała wieża z której leciała cicha muzyka, a naprzeciw, na komodzie stał telewizor.
- Evelyn! Zejdź na dół, na śniadanie! Zaraz idziesz z tatą zwiedzać miasto. Pamiętasz? -
- Tak! Już idę! - zawołała w odpowiedzi, wygramoliła się z łóżka, przebrała i poszła do jadalni.
- Do ciebie. - powiedziała pani Snape podając mężowi list od Zakonu Feniksa.
- Znowu Potter! - warknął przeglądając zawartość pergaminu,
- Co jest? -
- Tak! Już idę! - zawołała w odpowiedzi, wygramoliła się z łóżka, przebrała i poszła do jadalni.
- Do ciebie. - powiedziała pani Snape podając mężowi list od Zakonu Feniksa.
- Znowu Potter! - warknął przeglądając zawartość pergaminu,
- Co jest? -
- Dzieciak zaginął, muszę przeszukać naszą okolicę. -
- Mogę pójść z tobą? Może do czegoś się przydam. - zaproponowała nastolatka.
Mistrz Eliksirów niechętnie się zgodził. Dokończył jeść, poczekał na córkę i wyszli szukać Wybrańca. Przeszukiwali kolejno: rynek, sklepy... i nic, nie znaleźli Pottera.
- Tato? Słyszysz? - zapytała nagle dziewczyna.
- Co takiego? -
- Cii... -
Wtedy obydwoje usłyszeli szelest, z zaułka. Później ktoś zaczął kaszleć. Stary Nietoperz już chciał to zlekceważyć, ale jego córka już biegła w stronę nieznanego. Kucnęła przed nim i zauważyła, że ten ktoś kaszle krwią. Ręką odgarnęła włosy z rozgrzanego czoła chłopaka i jej oczom ukazała się blizna w kształcie błyskawicy.
- Tato! Znalazłam go! - zawołała, lecz nikt jej nie odpowiedział. - Dasz radę wstać? - spytała bliznowatego, na co ten ledwo zdołał pokręcić przecząco głową. - Tato! Chodź tu! - zawołała głośniej.
- Co mu jest, że sam nie może przyjść? - zadał pytanie (dop. autorki: nie wiadomo do kogo).
- Ma zapalenie płuc. - odpowiedziała i tym razem Mistrz Eliksirów podszedł do nich.
- Skąd to wiesz? -
- Aby zostać uzdrowicielką muszę rozpoznawać choroby, nawet te mugolskie. Prawda? -
Ten tylko skinął głową. - Musimy go stąd jak najszybciej zabrać. - powiedziała. Mężczyzna bez zastanowienia wziął Pottera na ręce i we trójkę teleportowali się do Snape Manor. Nauczyciel Eliksirów położył Wybrańca na łóżku w pokoju gościnnym i cofnął się, by zrobić miejsce córce.
- Działaj. -
- Skąd to wiesz? -
- Aby zostać uzdrowicielką muszę rozpoznawać choroby, nawet te mugolskie. Prawda? -
Ten tylko skinął głową. - Musimy go stąd jak najszybciej zabrać. - powiedziała. Mężczyzna bez zastanowienia wziął Pottera na ręce i we trójkę teleportowali się do Snape Manor. Nauczyciel Eliksirów położył Wybrańca na łóżku w pokoju gościnnym i cofnął się, by zrobić miejsce córce.
- Działaj. -
Dziewczyna rzuciła zaklęcie monitorujące i sprawdziła jego stan.
- Na szczęście to dopiero pierwsze stadium choroby, gdybyśmy przyszli później nie wiem czy dałoby się go uratować. Dziwne, że w ogóle zachorował na tę chorobę, przecież czarodzieje na nią nie chorują. -
- Wygląda na to, że powodem była obniżona odporność, niedożywienie, mało snu... założę się, że siedział w deszczu cały wczorajszy dzień. - stwierdził. - Widzę, że się na tym znasz. Pójdę po jego rzeczy, a ty się nim zajmij. - oznajmił i teleportował się przed Privet Drive 4. Nagle usłyszał wrzaski: "Potter wyłaź stamtąd! Gdzie śniadanie?! Tak się nam odwdzięczasz?!". Snape wstrząśnięty wysłuchiwał krzyku wuja Wybrańca. Zapukał głośniej i tym razem głosy ucichły, a drzwi otworzył gruby mężczyzna.
- Czego pan tutaj chce? Widzę, że jest pan jednych z nich. Radzę się trzymać od nasz daleka. - warknął Vernon na przybysza.
- Przyszedłem po rzeczy Harry'ego. Gdzie one są? - jednak nie doczekał się odpowiedzi. Wszedł i wypowiedział inkantację zaklęcia: - Wskaż mi. - Zdziwił się, że różdżka wskazała komórkę pod schodami. Wzruszył ramionami i wyciągnął kufer Pottera ze "schowka". Później ruszył na górę, by zobaczyć pokój chłopaka. Jakże się zdziwił widząc kraty w oknach, małe łóżko, na którym Wybraniec raczej się nie mieścił, w szafach ubrania, które najwyraźniej były po jego (czyt. Harry'ego) opasłym kuzynie (dopowiedź autorki: wiadomo Dudley'u)
CDN...